sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 1

*Bridgit*
- Dzień dobry - powiedziałam starając się ukryć zdenerwowanie, kiedy weszłam do biura szefa studia muzycznego.
- Witam - odparł uśmiechając się do mnie - Ty za pewne jesteś Bridgit Mendler, prawda?
- Tak - poczułam się nieco pewniej i udało mi się nawet uśmiechnąć. W końcu przecież musiałam zrobić dobre pierwsze wrażenie.
- Ja nazywam się Simon Cowell i jak zapewne wiesz jestem szefem Syco Music - przedstawił się i gestem wskazał krzesło po drugiej stronie swojego biurka, na którym zaraz posłusznie usiadłam. Mężczyzna podparł brodę o nadgarstki, uważnie wpatrując się we mnie.
- Więc starasz się o posadę asystentki Christophera Walker'a*? - spytał.
- Tak. Mam dość duże doświadczenie ze sprzętem do nagrań bo mój tata miał własne małe studio nagraniowe i często przyglądałam się pracy dźwiękowców lub pomagałam mim - wyjaśniłam - To moje wielkie marzenie pracować tutaj. Od dziecka wyobrażałam sobie pracę w wielkim studiu. Myśl, że mogłabym słuchać sławnych gwiazd i pomagać im zawsze była ekscytująca.
- Widzę, że wkładałabyś w tą pracę dużo serca - zaśmiał się - Spokojnie mogę cię zatrudnić.
- Naprawdę?! - wrzasnęłam zanim uświadomiłam sobie, że raczej nie jest to odpowiednie zachowanie - Tak strasznie się cieszę! Dziękuję!
- Nie ma za co - zapewnił mnie, a kiedy uspokoiłam się nieco zaczął tłumaczyć szczegóły warunków mojej nowej pracy - Będziesz pracowała od 9:00 do 15:00 w cztery dni w tygodniu czyli od poniedziałku do czwartku, a w piątki będziesz przychodziła tylko wtedy, kiedy będziemy mieli nawał roboty i będziesz potrzebna. Zgadzasz się?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się.
- Twoja miesięczna wypłata będzie wynosiła 44 000 funtów - zaproponował.
- Świetnie.
- No dobrze - westchnął - Wybacz, ale nie mam czasu oprowadzać cię po studiu. Będziesz musiała dać sobie radę sama. Chrisa nie ma dzisiaj w pracy więc będziesz miała okazję poznać go dopiero jutro. Kiedy przyjdziesz spytaj Kate, recepcjonistkę, gdzie go znajdziesz.
- Dziękuję - na moich ustach znów zakwitł uśmiech - Do widzenia.
- Na razie! - zawołał, a ja opuściłam biuro Simona. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi niepewnie rozglądnęłam się dookoła. Ruszyłam korytarzem w głąb budynku dokładnie zapamiętując drogę, żeby się nie zgubić. Miałam rzędy drzwi za którymi zapewne znajdowały się pokoje do nagrań lub schowki na sprzęt muzyczny i nagraniowy. Albo jeszcze biura dźwiękowców. Kiedy doszłam do końca korytarza znalazłam się w sporym i dobrze oświetlonym pomieszczeniu z paroma kanapami pod ścianami i gazetami na stolikach. Siedziało tam parę osób za bardzo pochłoniętych lekturą żeby mnie zauważyć. Z pokoju odchodziły dwa korytarze, a przede mną było szerokie wejście do restauracji dla pracowników i klientów Syco Music. Bez wahania weszłam do jednego z korytarzy. Tutaj też znajdowało się dużo drzwi. Za większością z nich panowała cisza, ale przechodząc obok jednych z drzwi usłyszałam czyjś śpiew. Głos z pewnością należał do chłopaka i był tak melodyjny i piękny, że poczułam jak uginają się pode mną kolana, a serce mimowolnie przyśpiesza:

"Been away for ages
But I got everything I need
I'm flicking through the pages
I've written in my memory
I feel like I'm dreaming
Oh so I know, I know, I know, I know
That I'm never leaving
No, I won't go"

Teraz dołączyło się do niego parę kolejnych głosów, śpiewając razem w doskonałej harmonii:

"Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own"

Z pewnością nie był to koniec piosenki, ale głosy przerwały, a za drzwiami rozpoczęła się ożywiona rozmowa. Oprzytomniałam i ruszyłam dalej. Starałam się zapomnieć o tym co usłyszałam, ale głos śpiewającego za drzwiami chłopaka czy też mężczyzny nie chciał opuścić mojej głowy. Ton jego głosu był taki... Specjalny. Przemierzając coraz to kolejne korytarze lub pokoje złapałam się na tym, że sama podśpiewuję piosenkę. Odetchnęłam głęboko i zastanowiłam się gdzie powinnam teraz iść. Zaraz, gdzie ja jestem? Rozejrzałam się dookoła i zdałam sobie sprawę, że się zgubiłam. Byłam tak pochłonięta rozmyślaniami, że nie uważałam na to gdzie idę. Stałam teraz w okrągłym pokoju z trzema korytarzami odchodzącymi do niego i nawet nie wiedziałam przez który korytarz tu weszłam. Jęknęłam czując narastającą panikę. Jeszcze raz obrzuciłam pokój przestraszonym spojrzeniem. W niewielkim pomieszczeniu znajdował się automat do napojów, fotel, mały stolik i zdjęcia z jakichś koncertów. W końcu zaryzykowałam i wybrałam jeden z korytarzy. Prawie biegnąc pokonałam drogę skręcając w coraz to nowe korytarze. Nie myślałam nad tym gdzie biegnę. Chciałam tylko znaleźć się w miejscu z którego mogłabym jakoś dojść do wyjścia. Kiedy wbiegłam do jednego z korytarzy, a na jego końcu zobaczyłam wejście do restauracji i jasno oświetlony pokój z kanapami odetchnęłam głęboko z ulgą. Teraz już powoli przeszłam przez korytarz, nasłuchując czy z pokoju w pod którym wcześniej stałam podsłuchując nie słychać jeszcze śpiewów lub chociażby głosów. Jednak dookoła panowała cisza, nie licząc szmeru dochodzącego z restauracji, więc wywnioskowałam, że osoby, które były w pokoju musiały go już opuścić. Przeszłam przez pokój i kolejny korytarz, a potem wyszłam z budynku. Z szerokim bananem na twarzy otworzyłam drzwi samochodu, a jadąc do domu cicho podśpiewując piosenkę którą słyszałam w studiu. To zdecydowanie był mój dobry poranek. Dostałam się do pracy moich marzeń i mimo, że się zgubiłam słuchałam najpiękniejszego głosu na świecie. Tylko kto to śpiewał? Jeśli robił to w Syco to znaczy, że najprawdopodobniej będę miała okazję go poznać! Tylko czy kiedy go zobaczę rozpoznam jego głos? Na pewno! Takiego głosu nie da się łatwo zapomnieć... Utknął w mojej głowie na dobre i pewnie nie prędko ją opuści. W kieszeni spodni poczułam nieprzyjemnie łaskotanie spowodowane wibrowaniem mojego telefonu.
- Halo? - odezwałam się przykładając urządzenie do ucha, kiedy już udało mi się wydobyć je z kieszeni.
- Cześć - usłyszałam nieco smutny, kobiecy głos należący do Nelly Jonson.
- Hej - zaśmiałam się - Jak tam?
- Źle... Potrzebuję rozmowy z najlepszą przyjaciółką. Możemy się spotkać?
- Jasne - zgodziłam się nie tracąc pozytywnego tonu - U mnie za godzinę. Pasuje ci?
- Tak. Na razie - rozłączyła się. Odłożyłam komórkę na fotel pasażera i wzięłam ostry zakręt wjeżdżając w uliczkę na której mieszkam. Wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki i zabierając ze sobą torebkę i telefon wyskoczyłam z samochodu. Weszłam do mojego niedużego apartamentu. Cieszyłam się z tak ekskluzywnego mieszkania które kupili mi rodzice bo zawsze chciałam takie mieć, a kiedy do mojej twórczej dyspozycji był tylko pokój wyobrażałam sobie jak to będzie zaplanować wystrój całego mieszkania. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, a zaraz potem zostawiając za sobą buty i kurtkę pobiegłam do pokoju. "I've written in my memory, I feel like I'm dreaming..." - zanuciłam podchodząc tanecznym krokiem do łóżka.
- Dla czego ja ciągle to śpiewam? - spytałam laptopa przed którym właśnie usiadłam i włączyłam. Weszłam na Twittera i napisałam:
"Miałam dziwny poranek... Ale mam się czym pochwalić :) Dostałam pracę w Syco Music! Czas ruszyć do przodu."
Przez chwilę przeglądałam wpisy innych, a potem wyłączyłam laptopa i zbiegłam na dół gdzie w kuchni przygotowałam małą przekąskę dla mnie i Nelly, która miała przyjść za chwilę. Kiedy na stole stały już ciasteczka, krakersy i picie przeszłam do salonu bezwładnie opadając na kanapę. Zaraz jednak poderwałam się z miejsca słysząc dzwonek do drzwi. Pobiegłam w stronę z której dobiegał dźwięk i z uśmiechem pociągnęłam za klamkę.

*Postać reżysera dźwięku wymyśliłam bo nie wiem kto się tym zajmuje dla 1D.
I... Koniec pierwszego rozdziału! Jak się podoba? Piszcie w komentarzach i polećcie innym!
Jesteście ciekawi co dalej? Pewnie już domyślacie się kto jest posiadaczem tajemniczego głosu, który słyszała Bridgit, ale kiedy ona to odkryje? O czym będą rozmawiały przyjaciółki i jaki problem ma Nelly?... Tego dowiecie się w następnym rozdziale.
Liczę na przynajmniej jeden komentarz ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Ja bardzo się starałam nad rozdziałem, a wam napisanie paru słów zajmie chwilkę. Pomyślcie ile będę miała radości z każdego komentarza!

niedziela, 22 lutego 2015

Prolog

Z głębokiego i długiego snu wyrwał mnie ostry dźwięk mojego dzwonka oznajmiającego, że czas wstawać. Jęknęłam i przykryłam głowę poduszką starając się na powrót odpłynąć w słodki sen. Niestety uniemożliwił mi to budzik, który oczywiście musiał dalej hałasować. Wyciągnęłam rękę spod ciepłej pościeli i jednym silnym uderzeniem wyłączyłam urządzenie.
- Ale mi się nie chce - jęknęłam z irytacją po czym powoli zwlokłam się z łóżka i powędrowałam do łazienki ziewając przeciągle co drugi krok.
- Dla czego życie jest takie okrutne? - spytałam swojego odbicia w lustrze sięgając po szczoteczkę do zębów - To bardzo niesprawiedliwe...
Kiedy doprowadziłam się do stanu używalności myjąc zęby, czesząc włosy w wysokiego kucyka i robiąc lekki makijaż, poszłam z powrotem do pokoju gdzie przebrałam się w trochę za dużą bluzę i obcisłe jeansy. Pościeliłam swoje łóżko i już całkiem rozbudzona zbiegłam na dół do kuchni gdzie zabrałam się za przygotowywanie owsianki na śniadanie. Siadając przy stole spojrzałam na zegar i z przerażeniem stwierdziłam, że jest już 9:30, co oznaczało, że za pół godziny muszę być na spotkaniu w sprawie pracy. Poderwałam się z krzesła i jedząc śniadanie w biegu, zaczęłam zbierać potrzebne rzeczy i pakować je do torebki. Kiedy znalazły się w niej najpotrzebniejsze rzeczy, a owsianka wreszcie zniknęła z mojej miski pognałam do kuchni wrzucając brudne naczynia do zlewu. Błyskawicznie założyłam na siebie buty i kurtkę, a gdy upewniłam się, że o niczym nie zapomniałam wybiegłam z domu i wskoczyłam do samochodu. Nieco trzęsącymi się ze zdenerwowania rękoma przekręciłam kluczyki w stacyjce odpalając silnik i z piskiem opon wyjechałam z bocznej uliczki przy której mieszkałam. Mój samochód wyjątkowo szybko przemieszczał się ulicami Londynu. Jak na nieszczęście każde światła które pojawiały się przede mną miały czerwoną barwę, a mój pośpiech najwyraźniej nie udzielał się innym kierowcom co sprawiało, że często musiałam zatrzymywać auto. Stojąc w korku z zamyśleniem wpatrywałam się w krajobraz za szybą. Zastanawiałam się czy uda mi się dostać tę pracę. Byłam umówiona z szefem studia muzycznego i miałam starać się o posadę pomocniczki jednego z reżyserów dźwięku. Dobrze znałam się na sprzęcie muzycznym i nagraniowym bo mój tata był muzykiem i często siedziałam w jego studiu przyglądając się jak pracuje z dźwiękowcami. Zawsze bardzo mnie to interesowało i teraz gdy miałam okazję zajmować się tym na co dzień byłam bardzo podekscytowana. I jeszcze praca z tymi wszystkimi gwiazdami...
Aż podskoczyłam na siedzeniu kiedy usłyszałam głośne i natarczywe trąbienie. No tak światło zmieniło się już na zielone. Szybko ruszyłam przypominając sobie o tym, że przecież moje marzenia nie spełnią się jeśli nie uda mi się dotrzeć do studia. Mocniej nacisnęłam pedał gazu, a po przejechaniu paru ulic gwałtownie zatrzymałam pojazd przed dużym i luksusowym budynkiem studia. Zabrałam torebkę z siedzenia pasażera i wyskoczyłam z samochodu zatrzaskując za sobą drzwiczki. Dobrze, że założyłam dzisiaj trampki bo w butach na obcasie lub co gorsza w szpilkach nie dałabym rady biec tak szybko jak teraz. Tuż przed wejściem zwolniłam i do środka weszłam tylko szybkim krokiem, żeby nie budzić podejrzeń osób w studiu. No i oczywiście muszę zrobić dobrze wrażenie, a pędząc jak głupia raczej mi się to nie uda. Znalazłam się w przestronnym i pięknie zaprojektowanym wnętrzu gdzie kręciło się paru ludzi. Zauważyłam recepcję i zmusiwszy się do uśmiechu pewnym krokiem udałam się w tamtym kierunku. Za blatem przy komputerze siedziała recepcjonistka wystukująca coś na klawiaturze swojego laptopa.
- Przepraszam - zwróciłam się do niej - Nazywam się Bridgit Mendler i jestem umówiona z...
- Pan Cowell czeka na panią w swoim biurze. Proszę prosto i pierwsze drzwi na prawo - przerwała mi monotonnym głosem nie odrywając wzroku od ekranu.
- Dziękuję - odpowiedziałam siląc się na uprzejmość po czym nie marnując więcej czasu ruszyłam w stronę biura Simona Cowella. Dopiero kiedy stanęłam przed drzwiami ze złotą tabliczką oznajmiającą, że w środku jest biuro szefa studia, zdałam sobie sprawę jak bardzo się denerwuję. Odetchnęłam parę razy głęboko, żeby się trochę uspokoić i niepewnie zapukałam.

Mam nadzieję, że się podobało :) 
Wyrażajcie swoje opinie - piszcie i komentujcie!
Proszę to dla mnie bardzo ważne...

Pozdrawiam Natti <3